Kolektyw

1. Problem Rodowych osad
2. Co to jest "kolektyw"?
2.1 Efekt kuli śnieżnej
2.2 Synchronia
2.3 Więź energetyczna
2.4 Przyjaciele i rodzina
3. Stado i mrowisko

Problem Rodowych Osad

Pierwszy i najważniejszy problem osady to formowanie kolektywu. Byłaby zgoda – to i każda praca byłaby sprawnie wykonywana. A pracy przed osadnikami sporo: Pokonać ekonomiczną i psychologiczną zależność od miasta, stworzyć nowy tryb życia, zmienić własne przyzwyczajenia, zorganizować zasadniczo nowe szkolnictwo i sposoby wychowywania dzieci i wreszcie skierować świadomość narodu i państwa w stronę przezwyciężenia kryzysu ekologicznego. Zbudować nie letniskowe działki o zwiększonych rozmiarach, a samowystarczalną jednostkę ekonomiczną, zdolną żyć i rozwijać się, nie szkodząc przyrodzie. Bo jeśli chodzi o dacze, to pozostaje zależność od miasta.
Od wychowania w mieście.
Od opieki medycznej w mieście.
Od pracy w mieście.
Pojawiające się teraz poszczególne, samotne Posiadłości nie mogą rozstrzygnąć tych kwestii, a organizowane i powstające osady bardzo mgliście sobie wyobrażają, co i jak będą robić za dwa-pięć-dziesięć lat.
Czy powstanie szkoła i kiedy?
Ilu ludzi będzie żyć za pięć lat w osadzie?
Będą to tylko staruszkowie-emeryci czy dzieci również?
Na czym będą zarabiać osadnicy, decydujący się żyć w pobliżu miast?
Kto będzie sadzić ziemniaki, a kto - sprzedawać je na rynku (czy gdzie indziej?)
Ogólnie: Jak bronić swoich interesów w państwie i w społeczeństwie, jeśli nie ma kolektywu?
Tu jest źródło problemu: Nie ma kolektywu - nie ma osady! Za to, w najlepszym wypadku, są dacze…

Zainteresowałam się planem Likseicza. On dużo jeździ po różnych posiadłościach, osadach. Pytam,
- czy jest gdzieś kolektyw? Prawdziwy?
- Nie,- mówi. Nawet u Persa, który wcześniej zgromadził coś na kształt wielkiego kolektywu, wszystko rozpadło się teraz na wiele małych grup po trzy-cztery osoby.

I to jest typowe! Nie umiemy jeszcze formować takich relacji, gdzie każdy mógłby znaleźć swoją sferę działań i harmonijnie wpisywać się w jednolitą całość. W wyniku czego ludzie szukają miejsca dla stworzenia swoich posiadłości - i nie znajdują. Przytoczę przykłady:

"...spotykamy się przede wszystkim po to, żeby nawiązać kontakty i wybrać sobie sąsiadów do przyszłej osady.Wszystko to dzieje się bardzo wolno. Zrobiłam sobie tabelę wszystkich podmoskiewskich osiedli, a wzrok zatrzymałam tylko na dwóch, ale nie zadowala mnie kierunek jakim zmierzają, a wymiana zdań na forum, z mieszkańcami tych osad, też nie wszystko wyjaśnia"

"A o współdziałaniu z jednomyślennikami powtórzę na wszelkim wypadek: Dopóki każdy człowiek nie będzie wykonywać jakiejś maleńkiej, ale konkretnej części pracy, dopóty on nie będzie czuć się w pełni połączony z kolektywem i jego tworzeniem. Taki ktoś będzie oczekiwać od ciebie wszystkiego - działań, decyzji, rozwiązań, rad: Być na czyimś utrzymaniu bardzo łatwo i przyjemnie, siąść komuś na ogon i jechać. I może się okazać, że będziesz musiał wychowywać takich ludzi, jeśli nie będziesz w stanie zorganizować grupy do konkretnej pracy przy tworzeniu osady. W wyniku tego osada będzie twoja, ale nie ich. I zawsze, we wszystkim będzie to czuć"

- "Wszystko to prawda! Ale jest w tym PROBLEM, źródło wszelkiego zła... I to dotyczy nie tylko naszej grupy, ale i nas samych... Z pozostałymi nie mam o czym mówić, sami nie umieją niezależnie działać i nawet nie chcą o tym myśleć. Więc tym sposobem, ostatnio coraz rzadsze i rzadsze spotkania zaczęliśmy urządzać, raz na dwa-trzy tygodnie i nie planujemy ich tak jak wcześniej, nie stawiamy żadnych zadań przed ludźmi, nie proponujemy tematu do omówienia. Spotkania stały się znacznie gorsze, zaczęły pojawiać się niewygodne pauzy, kiedy nie wiadomo, co powiedzieć... No cóż, tacy ludzie. Już nie rozczarowuję się, dla mnie to etap rozwoju, rozumienia, uświadomienia sobie. Wnioski wynieśliśmy takie, że nie warto w ogóle działać wspólnie, jednoczyć się, oczywiście w takim sensie, jak my to robiliśmy: Szanowaliśmy i przyjmowaliśmy praktycznie każdego (nikomu, zdaje się, nie odmówiliśmy), staraliśmy się przestrzegać demokratycznych zasad równości. Jaka utopia! Teraz nikomu nie poradziłabym zbierać ludzi wokół siebie. Trochę żałuję, że tak wszystko wyszło, chociaż, oczywiście, nie mogę nie przyznać, że dużo teraz wiem dzięki błędom, bez których nie byłoby mojego doświadczenia, rozumienia i widzenia w rzeczywistych barwach. Teraz uważam, że wszystko można było zrobić inaczej...absolutnie samodzielnie. Niezależnie wybrać takie miejsce, które spodobałoby się właśnie mi, bez takich kryteriów, jak kolektyw, możliwości powiększenia osady, jej rozwój i zasady. Nawet takie, wydawałoby się poprawne kryteria, już ograniczają wolność wyboru według wewnętrznych duchowych odczuć odnośnie miejsca. Właściwie, my nadal jesteśmy na etapie poszukiwania miejsca..."

"Liczni liderzy osad pozwalają sobie włazić na głowę. Wszystko to, uważam, zamysł Systemu w najczystszej postaci. Ludzi pozbawiono wiedzy o wszystkim, co napisałem powyżej. W zamian za to prawi im się morały. Dlatego, oni po prostu nie mogą zrozumieć, że znaleźli się w niewłaściwej sytuacji. Jakby jechali prosto do przepaści…. „ „Jeśli tylko o ludzi by chodziło... Znam osadę, gdzie na stronie głównej w Internecie napisali "przyczyny konfliktu szukaj w sobie". W innej sytuacji, której doświadczyłem w „Slawnoje" i która była dla mnie etycznie nie do zniesienia, jeden człowiek, którego zdanie mogło wiele zmienić, powiedział: "Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni". Wszystko. Do widzenia. Oni będą mieli problemy. Właściwie, to jest spuścizna chrześcijaństwa. Ludzie wybrali dla siebie cierpienie i ofiarność - więc otrzymają rezultat swojego wyboru. Można ich pożałować, ale pomóc nie bardzo. Są i inne, nie mniej barwne motta osad. Na przykład, "u nas nic nie jest zrozumiałe, ale wszystko stanie się jasne w trakcie pracy". Myślę, że to osiedle jest albo przekrętem do otrzymania pieniędzy, albo mocną i perfidną prowokacją przeciwko ruchowi, albo "osadą-czyśćcem" dla tych, którzy jeszcze nie nauczyli się myśleć. Trzeci wariant: "Najważniejsze - nie naruszać wolności innych" Już zaczynam się złościć, przypominając sobie to wszystko, ponieważ za tym stoją moje rozbite marzenia i nadzieje…"
Jak widać, kwestii formowania kolektywu wcale nie poświęca się należytej uwagi. A może to prawda, że wystarczy ... proste zebranie? - Ludzi w jednym pokoju albo osadników w jednej osadzie?.

Co to jest "kolektyw"?

Czym "kolektyw" różni się od grupy ludzi w jednym pokoju? Czym od grupy ludzi, pracujących nad jakimś projektem? Czy niczym się nie różni?
- W czasach sowieckich, szef pewnego wydziału żartował, że "Kolektyw to grupa ludzi, otrzymujących wypłatę według jednej listy".

Słowo "kolektyw" straciło swoją wartość. Ale znaczenie nieformalnej wspólnoty ludzi ono zachowało. Kolektyw to najwyższa forma organizacji ludzi, aby wykonać zadanie lub osiągnąć cel. Obcowanie między sobą w kolektywie odbywa się na poziomie relacji przyjacielskich. A wsparcie praktyczne - na poziomie stosunków rodzinnych. Sposób patrzenia na świat i stosunek do wykonywanej pracy odpowiadają jednomyślności wszystkich członków.
Innymi słowami KOLEKTYW- to jedność. Na poziomie uczuć, myśli, celów. To jest w istocie nowy organizm. Kolektyw dziesięciu ludzi jest zdolny osiągnąć znacznie więcej, niż po prostu dziesięć osób.
– Przytoczę najważniejsze potwierdzenia tego faktu.

Efekt kuli śnieżnej

Efekt kuli śnieżnej albo fenomen setnej małpy. Różne, bardzo ciekawe doświadczenia bezpośrednio wskazują na istnienie pola energetycznego albo struktury, wspólnej dla całej ludzkości. Badania zaczęły od obserwacji kolonii dzikich małp na wyspie Koshima w Japonii. Uczeni rozrzucali na piasku bataty, które małpy z przyjemnością podjadały. Jedyne, co im się nie podobało – to piasek i brud na nich. Pewnego razu młoda małpka Imo odkryła, jak można czyścić bataty i nauczyła tej sztuczki swoją matkę i swoje przyjaciółki.
Po pewnym czasie, wszystkie młode małpki z wyspy i ich mamy zaczęły myć bataty zanim je zjadły.
W pewnym momencie ilość małp, myjących bataty, osiągnęła masę krytyczną i wszystkie małpy z wyspy Koshima i okolicznych wysep zaczęły myć ziemniaki. Krytyczną ilość małp uczeni szacunkowo określili na 100.
Przy czym, zwierzęta z innych wysp nie miały możliwości obcować z małpami wyspy Koshima, jednakże jakimś nieznanym sposobem przyjęły nowy model zachowania, wcześniej im nieznany.
Natychmiast powstało pytanie, czy ludzie też posiadają zdolność do natychmiastowego przyswajania innowacji, kiedy ich nagromadzenie przekracza punkt krytyczny? I okazało się, że w tym sensie niczym nie różnimy się od małp - :)

Synchronia

Zjawisko synchronii. Nie raz i nie dwa działy się w historii wypadki, kiedy jednocześnie robiono jakieś odkrycie(albo wynalazek) równocześnie, przez różnych ludzi, w różnych krańcach ziemi. Czasami oni nawet oskarżali siebie nawzajem o złodziejstwo lub plagiat. Ale takie zdarzenia są tylko przejawem naszego połączenia, kolektywu. Ludzkość jest jednością, czy tego chce, czy nie. Ludzkość tak jak jeden organizm, posiada jedno informacyjno-energetyczne pole, przy pomocy którego wiedza i umiejętności rozpowszechniają się natychmiast. Więź energetyczna Poszczególne wspólne pola posiada każdy kolektyw.
Jednakże siła tego pola zależy od stopnia zespolenia ludzi w kolektywie. Dla opisu właściwości tego pola używa się takich określeń jak "spójność", "jednomyślność", "zgranie", "synchroniczność". Przypomnijmy sobie synchroniczne pływanie. Przypomnimy sobie zespół "Brzózka" albo jakąkolwiek grupę taneczną. Albo szereg żołnierzy, równających krok. Oni są jakby jedną całością, zlewają się w jednym ruchu... Piłkarze, na przykład, mówią: "My jeszcze się nie zgraliśmy". Albo odwrotnie: "Zgrana, ułożona kompania". Orkiestra, chór, trupa teatralna - to wszystko to przykłady zwartych kolektywów, tworzących na skutek potrzeby silne, połączone pole. I każdy członek grupy wyraźnie czuje swoją więź z kolektywem.

Więź energetyczna

Uczucie wspólnoty przychodzi do ludzi często w pieszych wycieczkach albo przy zdobywaniu szczytów. Uczucie to dzieje się w wyniku energetycznej więzi, łańcucha, którego ogniwa stanowią członkowie kolektywu. Zniszczyć taką spójność bywa bardzo trudno.

… Pewnego razu w szkoly trenowaliśmy maszerowanie w szyku: Zbliżało się święto 9 Maja. Na Dzień Zwycięstwa trzeba było przemaszerować po głównym placu przed trybunami, gdzie zebrali się weterani wojny. Każda szkoła miała swój pułk pod kierownictwem wojskowego. I każdy pułk trenował.Czy to dzień był taki dobry, czy też dzięki naszym staraniom, na placu nagle poczuliśmy się zjednoczeni! Utworzył się energetyczny łańcuch między nami. Każdy czuł tę falę i bez wysiłków równał krok, maszerował nogę w nogę ze wszystkimi. Coś jakby ciągnęło i kierowało każdym krokiem. Przemaszerowaliśmy koło trybun «ramię-przy-ramieniu» i «noga-w-nogę». Burzliwe owacje z trybun nie milkły przez całą drogę. Weterani aż powstawali! Ale potem było jeszcze ciekawiej. Wyszliśmy z placu na boczną uliczkę, dalej dziarsko maszerując. Okropnie nam się to spodobało! To było jakieś nie znane wcześniej uczucie wspólnoty. Żywe odczucie jedności! - Nie chcieliśmy się rozchodzić i psuć szeregu. Nasz wojskowy biegł z boku i bezskutecznie wrzeszczał «Spocznij! Rozejść się!» - Według mnie, on wtedy przestraszył się nie na żarty. Zaczynał nawet pojedynczo wyrywać dzieci z szeregu. Byliśmy SIŁĄ, zdolną do... Nie wiedzieliśmy. Zdolną DO CZEGO? - Tylko czuliśmy te swoje możliwości. Nie mieliśmy celu. I oczywiście, powoli się rozproszyliśmy. I potem nie dyskutowaliśmy, co się z nami stało. Tylko mówiono «Och, super maszerowaliśmy» - i wymienialiśmy spojrzenia, jak spiskowcy. Od tamtej pory szukam sposobu na osiągnięcie takiej jedności.

Istnieje w przyrodzie zadziwiająca substancja z niesamowitymi właściwościami - woda. Pomimo zwyczajności i powszedniości tego płynu, struktura molekuł wody, podtrzymywana szczególnymi wiązaniami wodorowymi, formuje i kieruje całym życiem przyrody. Żywej przyrody. I naszym życiem także. W każdej wodzie zawsze znajdzie się jeden zwarty łańcuszek z wiązań wodorowych, który przechodzi przez całą jej objętość. Lody Arktyki związane są takimi łańcuszkami z lodowcami Antarktydy i z lagunami wysp Wielkanocnych. Podobnie jak ludzkość „rozlała się" po całej kuli ziemskiej, podobnie i woda jest obecna wszędzie. Ale nie chemiczna struktura, nie molekuła wody określa jej niezwykłe właściwości, tylko te wiązania, które spinają razem olbrzymie łańcuchy molekularne, nasycając wodę energią i informacją. Kiedyś, połączeniem równie mocnym jak wiązania wodorowe, uda się nam spoić całą ludzkość. I to będzie ogromne, powszechne przejście w nową energetyczny sposób funkcjonowania.

Przyjaciele i rodzina

Pierwotny kolektyw w społeczeństwie to rodzina. Albo, w innym wariancie, przyjaciele. To kolektyw z minimalną ilością uczestników: Dwoje ludzi. Znany moskiewski jogin, Awerian, twierdził, że mocny związek rodzinny jest gwarantem zdrowia i pomyślności małżonków. U nich istnieje ogólne "rodzinne" pole, czyli egregor rodziny, który jest doskonałą barierą przeciwko obcym napadom i przeciw utracie energii. Na przykład, po rozmowie ze znajomymi, albo nawet po konflikcie w pracy – człowiek przychodzi do domu i raptem wszystkie obce związki urywają się. Nie ma męczącego wspominania i przeżywania od nowa starych rozmów, kto mi co powiedział i jak ja jemu powinienem odpowiedzieć, i tak dalej ... I nie ma chorób, bo nie ma ciągłego wycieku energii. W tym wypadku "Mój dom - moją twierdzą". Twierdzą w sensie siły i w sensie ochrony.
Przyjacielskie stosunki mogą być tak głębokie jak rodzinne, chociaż zwykle nie bywają tak „szczelne". Przyjaciele podobnie jak zakochani, zdolni są rozumieć siebie w pół słowa przewidywać czyny drugiego. Ich wspólna działalność jest bardzo produktywna, zwłaszcza jeśli nie wmieszają się w nią pieniądze.
Według rezultatów badań, przeprowadzonych przez naukowców uniwersytetu w Princeton, {USA}, człowiek zdolny jest wpływać na materię. Po kilku tysiącach eksperymentów z udziałem setek ludzi potwierdzono teorię, zgodnie z którą siły mentalne są w stanie zakłócić pracę mechanizmów elektronicznych, obiektów fizycznych a nawet, w pewnym stopniu, oddziaływać na warunki meteorologiczne.
Zostało także zauważone, że rezultaty eksperymentów wyraźnie się polepszają, jeśli doświadczenia są przeprowadzane w parach i, oprócz tego, jeśli pary te były już ze sobą wcześniej powiązane, stosunkami przyjacielskimi albo miłosnymi, rezultaty były czterokrotnie wyższe. "Jedna głowa dobrze, a dwie - lepiej". Pozostaje dodać: "Cztery razy lepiej". I ta mała cyfra daje tylko przedsmak ogromnej poprawy jakości wyników osiąganych przez wspólne działanie, jeśli tylko z ludzi-uczestników uda się sformować prawdziwy kolektyw.

Stado i mrowisko

Ptaki są samowystarczalne i żyją tak, dopóki nie nadchodzi czas migracji. One zbierają się w stada nie po to, żeby weselej było lecieć. Otóż ani jeden ptak, samotnie, nie wie, dokąd lecieć! Ale stado wie. Wcześniej myślano, że stado prowadzi doświadczony przewodnik, który kieruje wszystkich po sobie znanej drodze. Jednak badania pokazały, że jako przywódca, na czole klucza, zwykle znajduje się silny młody ptak, często nawet wykluty w tym roku. Można zabrać "przywódcę", na przykład, próbowano odstrzelić prowadzącego ptaka: Jego miejsce natychmiast zajmuje inny i stado kontynuuje lot.
To znaczy, że ptaki zbierają się w Grupy dla realizacji konkretnego zadania: Żeby dokonać długiego przelotu w nieznanym (każdemu z osobna) kierunku. Odłączający się od grupy ptak nie jest w stanie znaleźć właściwej drogi, nawet jeśli ma dosyć sił. Przy wystarczającej ilości osobników zwierzętami zaczyna kierować coś wyższego, można powiedzieć "instynkt" albo "duch" populacji, nieprzejawiający się w żaden sposób w jednym lub kilku tylko osobnikach. I wtedy zwierzęta, ptaki albo owady, zaczynają działać tak, że całkowicie ignorują swoją indywidualność, swoje interesy albo bezpieczeństwo, podporządkowując się wspólnej woli.
...Tysiące myszy, jak szara flota, biegnie strumieniem wytrwale w jednym kierunku, nie rozpraszając się po drodze, omijając przeszkody, wypełniając trupami myszy rynsztoki i przedostając się po nich dalej... Co nimi kieruje? Dokąd się spieszą? Dlaczego, jak szalone, nie troszczą się o własne życie?
Jest jeszcze wyrażenie "instynkt stadny". Ludzie, dołączając do licznego tłumu, przestają trzeźwo oceniać wydarzenia i są podatni na wpływ ogólnego nastroju. Tłum zdolny jest tylko niszczyć i psuć.
Jeśli jest zdolny tworzyć, to już nie jest tłum, tylko kolektyw: Uświadamiający sobie siebie i swoje cele, złożony organizm. Pszczoły w ulu albo mrówki w mrowisku nie są po prostu stadem pszczół albo stadem mrówek. Ich współdziałanie doprowadziło do tego, że pojedyncza mrówka nie jest zdolną do życia jednostką, siła mrówki pochodzi z mrowiska. Dlatego ani jedna mrówka nie ceni własnego życia: Ona z lekkością poświęca je dla przetrwania mrowiska.
Ludzkość znajduje się faktycznie w stanie mrowiska. Bardzo mocno zależymy od siebie nawzajem, chociaż mało to sobie uświadomiamy. Pojawia się zagrożenie istnienia najwyższego kolektywu - narodu, na przykład, jak to było w okresie drugiej światowej wojny - i natychmiast pojawia się ogromna fala patriotyzmu, gotowości poświęcenia dla ratowania ojczyzny. I automatycznie zgadzamy się, że tak postępują "najlepsi przedstawiciele narodu", to znaczy aprobujemy takie zachowanie.
Naród jest najwyższą wartością w porównaniu z indywidualnością. I podobnie, ludzkość ogółem - najwyższą wartością w porównaniu z pojedynczym człowiekiem i w porównaniu z odrębnym narodem. Nie ma dla nas drogi powrotnej do indywidualnej samotności. Możemy poruszać się tylko naprzód - do formowania bardziej spójnych kolektywów z zachowaniem wszystkich wartości i zalet indywidualizmu, i jednocześnie tworzenia nowych, kolektywnych możliwości, niedostępnych samotnikom.

Źródło: http://ecoby.info

Tłumaczenie - Mateusz Aponiewicz


Wyszukaj

Polecamy