Sekta Mojego Imienia

Wielka sala międzynarodowego forum prasowego nie mogła pomieścić wszystkich, którzy chcieli wziąć udział w tej konferencji. Wszyscy chcieli zobaczyć i usłyszeć osobę, reprezentanta nadzwyczajnego fenomenu który pojawił się w ludzkiej społeczności na początku nowego milenium. Inteligentnie wyglądający, uśmiechnięty młody mężczyzna wystąpił przed elitą świata pisarzy i dziennikarzy, i wypowiedział swe pierwsze słowa:

"Witam, nazywam się Batyr".

Co zrobił ten człowiek, że wzbudził taką sensację? Założył sektę nazwaną „Sekta Mojego Imienia", i zaproponował wyjątkowy program transformacji planety. Dziennikarze zaczęli zadawać standardowe pytania: Kto dowodzi waszą sektą? Ilu macie członków? Odpowiedzi wprawiły audytorium w osłupienie:

"Moja sekta nazwana jest „Sektą Mojego Imienia", i ja osobiście objąłem nad nią totalitarne zwierzchnictwo. Reguły przyjmowania nowych członków są niezwykle surowe, dlatego na razie posiadam tylko jednego członka, to znaczy siebie samego, ale w najbliższym czasie zamierzam zwiększyć liczbę do dwóch, przyjmując moją narzeczoną, Oleńkę. Po tym jak dołączy do mojej sekty, następny członek zostanie przyjęty dopiero po dziewięciu miesiącach, i wydaje mi się, że to będzie chłopiec. Następnie, przez 2 lata nie planuję przyjmować nowych. Po tym czasie, zapewne dołączę kolejnego wyznawcę, tym razem małą dziewczynkę. Generalnie, ja i moja narzeczona planujemy ograniczyć członkostwo w naszej sekcie do dziewięciu osób.

Pytanie z sali: "Jaki jest cel waszej sekty?"

Odpowiedź: "Zdobyć hektar ziemi, posadzić rośliny, zbudować dom w tym cudownym ogrodzie, i stworzyć przestrzeń miłości wokół domu. Wszyscy członkowie mojej sekty będą zmuszeni do oddychania czystym powietrzem, picia żywej, źródlanej wody, jedzenia świeżych owoców i warzyw, tworzenia boskich oaz na Ziemi, oraz bycia szczęśliwymi."

Pytanie z sali: "Co z waszą hierarchią, strukturami wewnętrznymi, nauczaniem?"

Odpowiedź: "Wszystkie wymienione rzeczy są przymiotami sekt nazywanych >Sektami Imienia Kogoś Innego< Nie uznaję tego, gdyż nie jest to zgodne z założeniami mojego totalitarnego programu"

Pytanie z sali: "A więc prasa bezpodstawnie krytykowała was za pomocą krzykliwych nagłówków, takich jak „Uratujcie siebie, jeżeli potraficie!" "

Odpowiedź: "Tak, to one, „Sekty Imienia Kogoś Innego" wciąż próbują nas krytykować.

Pytanie z sali: "Rzuciliście wyzwanie dla całego świata dla filozofii która istnieje od wieków, lub, jak sami to określacie, dla wszystkich sekt nazywanych „Sektami Imienia Kogoś Innego". Czy macie pewność, że utrzymacie się w naszych czasach?"

Odpowiedź: "Absolutnie. I dodam, że rzucam o wiele więcej wyzwań niż sądzicie. Ale nie zamierzam zostawać w „waszych czasach" Wyruszam naprzód, do moich własnych czasów"

Pytanie z sali "Jak ci wiadomo, istniej mnóstwo sekt nazywanych „Sektami Imienia Kogoś Innego". Niektóre z nich mają mnóstwo członków. Z którymi z nich twoja mała sekta będzie sympatyzować lub współpracować?"

Odpowiedź: "Istnieją inne sekty, również nazywane „Sektami Mojego Imienia", gdzie inni guru wprowadzają swoje totalitarne metody. Będę z nimi współpracować."

Głuchy szept przeszedł przez szeregi dziennikarzy zgromadzonych w pomieszczeniu. Ktoś strachliwie zadał pytanie: "A więc, istnieją inne „Sekty Mojego Imienia"? Ile ich jest?"

Odpowiedź: "Jak na razie, niewiele. Coś koło miliona. Ale nowi wciąż się pojawiają"

Na kilka chwil martwa cisza zaległa na sali międzynarodowego centrum prasowego. Została przerwana przez następne pytanie, tym razem naprawdę tchórzliwe: "Czy mógłbyś mi powiedzieć, szanowny przywódco wyznania o cudownej nazwie „Sekty Mojego Imienia", czy te inne sekty mają taki sam program jak twój? Wspieracie się nawzajem, czy rywalizujecie?"

Odpowiedź: "Nie jesteśmy wrogami. Ale jest pomiędzy nami sekretna, mała rywalizacja. Każdy lider twierdzi, że będzie zdolny stworzyć najlepszą przestrzeń miłości. Ale ja wiem z całą pewnością, że najlepsza na Ziemi będzie MOJA. A to dlatego, że moja narzeczona Oleńka jest najwspanialszą dziewczyną pod słońcem"

Nagle znany prezenter telewizyjny wskoczył na podium i wykrzyczał:

"Panie i panowie! Przyjaciele! Czy nie widzicie jak zamydlił wam oczy? To nie jest żadna sekta! Ten młody człowiek chce po prostu stworzyć mały skrawek raju dla swej ukochanej, mieć zdrową, szczęśliwą rodzinę. Mieć synów i córki z kobietą, którą kocha. I zwyczajnie się z nas śmieje, jak z głupków!"

Sala wypełniła się jednocześnie śmiechem, ale i różnego rodzaju oburzonymi okrzykami, takimi jak: "Dobra robota! Ale dowcip! Tylko tyle, chce stworzyć szczęśliwą rodzinę! Kto dał ci prawo do wyśmiewania się z ludzi w ten sposób?"

Młody człowiek spokojnie podniósł ręce, uciszając zebranych, i rzekł: "Wybaczcie mi, panie i panowie, jeżeli kogokolwiek obraziłem. Naprawdę chcę stworzyć przestrzeń miłości, w mojej rodowej siedzibie, gdzie moje dzieci i kochana Oleńka będą żyć szczęśliwie. To nie był mój pomysł z tą sektą. To jeden z waszych koleżków rozpowszechnił plotkę o naszym rzekomym sekciarstwie. I przekonał was? Ale dlaczego mam tracić czas i energię na zmianę waszych poglądów? Nazywajcie moje działania jak sobie chcecie..."

"Kto to był? Kto to był? " Te pytanie było na ustach zebranych. Pod tym gradem pytań, kuląc się niemalże do ziemi, spocony człowiek z rozbieganymi oczami wybiegł do wyjścia. Młody człowiek wstał, uśmiechnął się do dziennikarzy zajętych kłótnią między sobą, i rzekł:

"Wybaczcie, panie i panowie, sprzeczajcie się między sobą, ale beze mnie, Wychodzę, mam pilne sprawy. Zamierzam tworzyć plan przyszłej siedziby >Sekty Mojego Imienia" Znalazł się już na krawędzi sceny, kiedy jakaś kobieta wykrzyknęła po rosyjsku, z wyraźnym angielskim akcentem:

"Młodzieńcze, proszę! Jeszcze minutę! Poczekaj!" Zatrzymał się i obrócił usłyszawszy desperacki głos. Zauważył amerykankę z New York Timesa, która wstała ze swego miejsca. Zaczęła do niego mówić: "Rozumiem, że członkostwo w twej sekcie jest mocno limitowane, zwłaszcza dla kobiet. Ale chciałabym żyć w tej przestrzeni. Wiem, że mnie nie zaakceptujesz, masz już Oleńkę. Ale chcę, jestem zdecydowana. Ogłaszam to wszem i wobec. Zakładam totalitarną sektę mojego imienia. Zbuduję przestrzeń miłości dla mojej sekty. Młody człowieku, pozwól mi ją stworzyć obok twojej. Będą dla ciebie dobrą sąsiadką..."

"No cóż, właściwie to nie mam nic przeciwko. Tylko że trudno ci będzie samej w twojej sekcie"

"Tak, jestem sama. Ale nie czuję strachu przed trudnościami. Zbuduję ją. Może komuś się spodoba moja przestrzeń, i zechce dołączyć do mojej sekty." - Odpowiedziała kobieta z New York Timesa, po czym zarumieniła się.

"Madame," - Odezwał się dziennikarz z Francji, powstając z krzesła, - „Studiowałem architekturę, jestem botanikiem z zamiłowania. Proszę, niech mi pani pozwoli dołączyć do sekty. Zrobię, co tylko w mojej mocy, dla sekty mojego imienia. Albo pani imienia. Albo naszego. Nie wiem jak najlepiej to określić. Alę chcę być w tej sekcie, pod pani totalitarnym przywództwem, i budować przestrzeń miłości..."

"Guten tag! Guten tag!" - Niemiecki dziennikarz aż podskoczył. - Co to za „Proszę o pozwolenie", nonsens! Przyjmowanie nowych członków powinno odbywać się na zasadzie konkurencji, przetargu. Ja także zgłaszam kandydaturę. Nie jestem tylko dziennikarzem, ale także artystą, projektantem. Co więcej, zakochałem się już w Katarzynie rok temu, podczas naszego spotkania na konferencji w bułgarskiej ambasadzie, i po prostu nie zdążyłem jej tego powiedzieć. Ale teraz...

"Panie i panowie, panowie i panie!" - Starszy dziennikarz z Daily Telegraph wstał ze swojego miejsca.. - "Oczywiście, w moim wieku... Ale co to jest wiek? Mam prawo do obwieszczenia. Deklaruję się jako lider totalitarnej „Sekty Mojego Imienia". Obowiązkowo będę tworzyć. Zaakceptujcie mnie jako swojego sąsiada..."

Z zaangażowaniem rozprawiając, dziennikarze powoli opuszczali salę konferencyjną. Już na ulicy, wielu z nich kontynuowało rozmowy, łącząc się w pary. Następujący wniosek można wysnuć, obserwując tych ludzi, sądząc po ich radości i podekscytowaniu: każda para tworzyła totalitarną „Sektę Swojego Imienia" Inaczej rzecz ujmując, każda para postawiła przed sobą cel stworzenia rodowej siedziby, własnej przestrzeni miłości. Jak to powiedzieć trafniej? Sekta czy rodzina? Kto to może wiedzieć? Ale jaka jest puenta tej krótkiej opowieści?

Tłumaczenie - Mateusz Aponiewicz


Wyszukaj

Polecamy