Ziemia, czy ludzie?

Rusłan Steczenko
Tłumaczenie: Agnieszka Sołomianko


Co jest ważniejsze - zdobycie ziemi, czy zebranie osób o tych samych poglądach?

Bywa tak, że człowiek rozważa o swoim majątku tak długo i wymyślnie, że jasno widać iż nie zbierze się do jego budowy w tym stuleciu. Wielu jest takich ludzi, lecz w ostatnich czasach zaczęli przeważać inni, gotowi ( z ich punktu widzenia ) tworzyć dobra rodzinne już dzisiaj od razu, nie zasypując gruszek w popiele. Moim zdaniem takie sądy dalekie są od rzeczywistości, chociaż ludzie Ci zapewniają, że wręcz przeciwnie. Na jednym ze spotkań osób o tych samych poglądach, na które po raz pierwszy przyszedł pewien człowiek, dziwił się w związku z tematem doboru odpowiednich sąsiadów – Jaki dobór sąsiadów , o czym oni mówią? Pojechać, wziąć ziemię i żyjcie sobie na zdrowie! Przecież czytaliście „Anastazję”!

Kiedyś zwróciła się do mnie pewna kobieta w średnim wieku :

- Ziemia jest?
- Tymczasem, póki co nie.
- W takim razie czym się zajmujecie?
- Zbieramy osoby o tych samych poglądach, tworzymy obraz
- Jakie osoby o tych samych poglądach? Trzeba brać ziemię i naprzód!
- A dalej?
- No dalej…żyć będę na ziemi. A tam już po trochu zacznę…
- Co zaczniesz?
- No, jak to co? Będę robić wszystko tak, jak jest napisane w książkach!
- Tak? To co właściwie będziesz robić?

Patrzy na mnie kwadratowymi oczyma. Jak by chciała powiedzieć – „ jesteś jakiś dziwny”. I takie spojrzenie napotykam wszędzie!

Chcemy jak najszybciej mieć ziemię, a co na niej robić, to już drugo-, pięcio- i dziesięcio- rzędna sprawa. Ganiamy za ziemią, byle tylko ją mieć! A potem już sprawa pójdzie, niejako sama z siebie.

Kogo nie ma na takich spotkaniach, teoretycy, praktycy, miłośnicy pogadania, bazujący na doświadczeniach ze swojego życia, na opinii publicznej, marzyciele, fanatycy, idealiści, opierający się na intuicji, dzielący świat na dobro i zło, materialiści, zranieni, skrępowani, dobroduszni, sprawiedliwi, uczciwi, przyzwoici…..Przy czym każda kategoria dzieli się z kolei na różne gałęzie.

Dla przykładu, istnieją bardzo różne przypadki : chętnych zacząć robić coś już teraz, spieszących się, nie umiejących brać pod uwagę interesów innych ludzi, zmiennych, idących naprzód, umiejących dyskutować dochodząc do ogólnego poglądu i tak dalej.

Wydaje się – wszystko bardzo proste.

Są książki Megre. W nich idee. Na ich podstawie zbierają się ludzie, dla wspólnego zamieszkania. Lecz w życiu, nie jest tak prosto. Popatrzmy na przykładzie religii chrześcijańskiej. Biblia jest jedna (!!!) – a istnieje więcej niż milion różnych podejść, poglądów, setki sekt i oficjalnych kościołów, według Biblii głoszących swój ( odróżniający się od innych ) pobożny tryb życia.

Sedno tkwi nie w tym kto ma rację i jakie spojrzenie jest bliżej prawdy, rzecz najważniejsza że w każdej głowie powstają specyficzne myśli, bo przecież każdy jest indywidualnością. Chociaż trzeba zaznaczyć, że wielu idąc zupełnie różnymi drogami, dochodzi do sedna, w tym wypadku do Boga.

Inne przykłady

Co to znaczy smaczne jedzenie?
Niby wszystko jasne, to jedzenie które sprawia przyjemność.
Zawołam setkę ludzi, którzy chcą zjeść smaczny obiad. Przygotujemy jeden wspólny półmisek, podajemy na stół. Jak myślicie ilu ludzi zje ze smakiem? Wszyscy, większość, połowa? Około 5-20%, przy czym będzie to zależeć od tego, co pod tym pojęciem rozumiał kucharz i ilu ludzi przyszło z podobnym odczuciem. Jeden kocha desery, drugi – ostre, trzeci- cierpkie, czwarty- kiedy szczypie w język, piąty – lody, szósty – kwaśny sok jabłkowy, siódmy – rybę, ósmy – kiełbasę, jeszcze jeden - smażone ziemniaki, a komuś kojarzy się to z baraniną i winem…..

Chociaż jest opinia publiczna o smacznym i niesmacznym jedzeniu, są pozycje standardowe, to w rzeczywistości….mnóstwo poglądów i upodobań.
Zauważcie – pod jednym i tym samym słowem, pojęciem może być tysiące (!) konkretnych wariantów.

Kolejne przykłady

Zebrało się 100-u ludzi, którzy przeczytali jedną książkę kucharską.

Na mocy rekomendacji i wyłożonych idei, zechcieli oni razem stworzyć dużą porcję smacznego jedzenia. Umówili się na określony dzień. Przyszło 80-ciu ludzi, wzięli widelce łyżki – mniejsza połowa, jeszcze mniejsza liczba wyraziła chęć przygotowania jedzenia, tak że koniec końców pieniądze potrzebne do realizacji przekazał 25-ciu ludzi.

Oto oni, ćwierć setki, gotowi do działań. Zaczęli urzeczywistniać swój zamiar. Już na etapie kupna produktów, zaczęły się pierwsze poważne rozdźwięki. Bo cóż właściwie kupować?

Książka kucharska – jedna jedyna. Metody przygotowania jedzenia i zbiór komponentów, pasują wszystkim. Smaczny półmisek – też proste pojęcie. Wydawałoby się, wszystko takie proste – chcemy jednego i tego samego!

Im bliżej konkretów tym wyraźniej widzimy, że każdy zrozumiał pod tym bardzo różne rzeczy !!!

I zaczyna się dość długi proces przekonywania, że smaczne to ten np. deser. A przecież smakowe przyzwyczajenia formowały się w ciągu wielu lat. Ludzie spierają się, udowadniają swoją słuszność, powołując się na rożne strony książki, argumentują słuszność swojej wizji smacznego posiłku.

Tymczasem, póki trwają omówienia, jedni ( którzy chcieli otrzymać szybki rezultat) gdzieś przepadają, drudzy dochodzą do wniosku, że lepiej dołożyć trochę więcej i iść zjeść w restauracji, trzeci pojmuję że w głębi duszy przygotowywanie jedzenia jest mu obce. A oni wszyscy przyszli dlatego, że książka kucharska jest czarująco napisana!

Ci, którym odpowiada pogląd ogólny, jednoczą się w grupki i zaczynają detalizować dalej: ile jakiego produktu wrzucimy, jakiej dojrzałości, jakie przyprawy do smaku.

Niektóre grupki, obmyślając wszystko bardziej szczegółowo, znajdują wspólny język i z czasem zbliżają się do wykonania zamiaru. Nim minie kilka chwil, oni zjedzą smaczny posiłek.

Inne małe grupki szukają osób o tych samych poglądach, ponieważ dla wykonania zamiaru brakuje im pieniędzy.

Następne – bardzo wiele, pogrążają się w bełkocie.

Jeszcze inni idą do domu i sami przygotowują , co im się podoba.

Następni mówią – zaczniemy gotować, i tą drogą zorientujemy się i rzucają to co uważają, co im się wydaje. Wychodzi ni ryba, ni mięso, śmiecą, udowadniają swoją słuszność, wreszcie zaczynają zajmować się tym co trzeba było robić od początku – dyskutować o wizji/widzeniu wspólnego smacznego posiłku. A jeszcze trzeba poradzić sobie ze skutkami wspólnej pracy, kiedy zagotowało się mleko z wielką ilością cukru razem z baraniną z wiadrem soli.

W tym czasie przychodzą nowi ludzie, kiwają głowami i głośno oświadczają – „ No ile można rozmawiać. Dość zajmowania się gadaniem. Będziemy kupować artykuły i zaczniemy przygotowywać posiłek. Jesteśmy tego już bardzo spragnieni.” Argumenty, że najpierw trzeba mieć wizję, obraz smacznego jedzenia, by zamiar można było urzeczywistnić – nie dają żadnego rezultatu.

Niektórzy, skarżą się na brak rozumu u ludzi, kontynuują powtarzanie : „ Pora robić! W książce kucharskiej jest wszystko, jasno i wyraźnie pokazane. Dawajcie, już to robić! Chcemy, już teraz przygotowywać smaczne jedzenie.

Opisany wariant, w życiu przebiega o wiele bardziej wielowymiarowo, jest bardziej złożony i różnorodny.


Tak jest z ludźmi, chętnymi tworzyć osady według idei książek z serii „Dzwoniące cedry Rosji” Pamiętam ten moment przybycia po raz pierwszy na spotkanie anastazjowców. Jaka radość w duchu ! Każdy człowiek tobie przyjaciel, jest życzliwość ku wszystkim tym ludziom. Dawajcie tworzyć, tworzyć rodowe dobra i osadę ogólnie rzecz biorąc!

I troszkę później już zaczynam zauważać, że ludzie wszyscy są różni, każdy ma swoje marzenie. Ktoś współbrzmi z tobą, ktoś nie. Co więcej, myśląc o swoich powietrznych zamkach, widzę że one stoją na bardzo przezroczystym fundamencie. Niby i wiem, co chcę, lecz jak to realizować, jeszcze nie przemyślałem. O tak jakby, dach w domu widzę, ale okien, ścian, mebli nie przewidziałem.

Jeśli ktoś mówi, że ma te same poglądy, przeczytał książki Megre, chce tworzyć dobra rodzinne i że przyszedł na spotkanie dla realizacji tej idei, to ja głęboko(!) zastanawiam się nad tym stwierdzeniem.

Jak osada będzie wyglądać w rzeczywistości, jeżeli bez wstępnego stworzenia obrazu przystąpić do działania ? Łabędź, szczupak i rak.

Jedni będą ciągnąć w swoją stronę, inni w drugą – przy czym, zauważcie, obopólnie przeszkadzać sobie będą w urzeczywistnianiu swojego zamierzenia. Nawet jeśli ustali się jakaś większość z podobnym poglądem, to też niezbyt dobry wariant – dyktowanie słusznej drogi pozostałym.

Na przykład, na etapie stworzenia obrazu, grupa nie sprecyzowała spraw dotyczących użycia techniki w dobrach rodowych. Ludzie, którzy chcą mieć maszyny w majątku, postawić wiatraki, sami przedsiębiorcy i w tym samym miejscu idealiści, dzielący świat na dobro i zło. Lub w osadzie, gdzie ludzie chcą żyć możliwie najbliżej przyrody, zasiedlić okropnego materialistę. I wyjdzie, że zwolennicy techniki będą przeszkadzać ekologom swoimi maszynami, a z kolei ci będą przeszkadzać pierwszym odpalić pompę elektryczną, a nie chcą przeprowadzić elektryczności.


Wielu przychodzi na spotkania, tylko z powodu ziemi!

Oto główny i często jedyny cel! Bywa że o kłopotach z nabyciem, zapisem w dokumentach, tworzeniu organizacji, o przeszkodach w urzędach ludzie tylko rozmawiają i rozmawiają, kilka miesięcy. Oczywiście, dzielą się różnymi myślami i obserwacjami, lecz praktycznie zupełnie nie zahaczając o temat – co każdy tam zamierza robić.

Bywa, że jakaś grupa ludzi podobnych przekonaniach stworzyła obraz osady, przeszła przez wiele stadiów uświadomienia sobie i przystąpiła do wyszukiwania ziemi. Znalazła się, miejsca na niej dość dla wszystkich, tak że jeszcze wiele zostaje. Wkrótce zdają sobie sprawę, że jeszcze trochę więcej ludzi by nie zaszkodziło. Potrzebna jest infrastruktura, a nas nieco za mało. W niedługim czasie zaczyna przybywać wielka ilość osób o „tych samych poglądach”. Przy czym jeśli grupa formowała się pół roku, to w dwa tygodnie swobodnie może rozrosnąć się i cztery razy. A tu, nagle okazuje się że z jakiś przyczyn ziemi nie będzie. Nowo przybyli osadnicy równie szybko znikają, jak się pojawili.

Ja to nazywam manią „pragnienia ziemi”.

Zauważcie jak połączyły się w umysłach ludzi pragnienie „stworzenia rodowego majątku” i banalne życzenie posiadania ziemi jak najszybciej.

Znacie wyrażenie – po nas choćby potop?

Żyjemy w teraźniejszości, praktycznie nie próbując spojrzeć w przyszłość. Posiadłość to przecież nie mieszkanie. Nie spodobali się sąsiedzi, kanalizacja, dziura obok za oknem, lub stałe szczekanie psa za rogiem, to zabieram się i jadę w inną stronę.

I tak, zbierają się ludzie na ogólne spotkanie, spotykają się nie by zapytać : „Porusza cię marzenie?” Jakie ciekawe rozwiązanie wymyśliłeś (-wymyśliliście) ? Podzielcie się doświadczeniem, co i jak będziecie organizować?”. Zazwyczaj wszystko przebiega bardziej standardowo : „Jak sprawy?”( tzn. jak przebiega proces poszukiwania, otrzymania ziemi).

Ilu jest takich ludzi? Czasem mi się zdaje, że 80 – 90%.

Chociaż może jakiś czytelnik powie – u nas wszystko idzie gładko, takich ludzi praktycznie się nie spotyka. Wówczas poszczęściło się wam.


Miliony ludzi przeczytało książki Megre.

I każdy zrozumiał je po swojemu. A co się tyczy „po swojemu”, to rozumie się samo przez się – przecież wszyscy jesteśmy różni, każdy ze swoim bagażem. A idee są przecież uniwersalne! I chociaż wszyscy czytali jedno i to samo, to każdy skupiał swoją uwagę na tym co jest mu najbardziej bliskie i zrozumiałe. Stąd i różnorodność osób o „tych samych poglądach”.

Swego czasu, czytając siódmą część, dziwiłem się jak mógł Megre tak wyfantazjować w swojej wizji przyszłego życia. Przecież ludzie którzy przeczytali książki, przejęli się całą duszą - w żaden sposób nie mogą oddać synów na naukę do zamorskich uniwersytetów (Szczetinina), spalić za sobą swojego życia. Przeczytanie książek wpływa na przekonania ludzi. Lecz ostre wyścigi konne do zmiany świadomości, są niemożliwe. Charakter człowieka w jednej minucie nie stanie się innym. Trzeba określonego czasu, by zmieniły się myślenie, światopogląd, potrzeby.

Pierwsi osadnicy u nas, to przepiękni ludzie. Lecz obcując z ludźmi o różnych spojrzeniach, zauważyłem, że nie tak daleko od rzeczywistości jest napisane tu opowiadanie.

Tak, że jakakolwiek, każda osada może okazać się podobną do niego. Przychodzą przecież absolutnie wszystkie osoby. Podobne wizje ma nie jeden nie dwóch. Każdy ze swoimi zmianami, szczegółami, lecz na ogół sedno jest dość podobne. Z czasem mogą się dobrać i stworzyć osadę.

Jak słowa książek wyglądają w umysłach ludzi.

Siedzi przedsiębiorca i czyta : - drzewa posadzić, dom, zbudować, wykopać staw. I już widzi taki obraz : jak przyjeżdża na swoją hektarowe letnisko, a tu trawka rośnie, ptaszki śpiewają, w stawie pluszcze się ryba……Rozkosz…Wezmę sztucer i pójdę do lasu, postrzelam do dzików. Potem trzeba rozpalić ognisko, upiec mięso. Tak, jeszcze trzeba przyjaciół swoich zaprosić. Pochwalić się willą.

Letnicy: - Oto czego trzeba nam do pełnego szczęścia! Trzeba robić prawie to samo co przedtem tylko na jednym hektarze. Czytają : „ A-a-a! Tak, trzeba jeszcze tylko w ustach potrzymać!”

Intelektualista: - Przyrody było mi brak, posadzę sobie drzewka – przyśpieszy się myśl moja, będę tworzyć najlepsze programy (komputerowe), zbuduję ruderę, trzeba tylko będzie komputer wstawić, by częściej być w rodzinnym gronie, przy czym okresowo można wychodzić, cieszyć się wiśniami.

Nowobogacki : - Ziemi trzeba wziąć niemało. Dom koniecznie duży – przecież mam wielu przyjaciół, kiedy przyjadą z wizytą trzeba ich będzie pomieścić. I staw wykopać, tak na 5 hektarów. Zrozumiał, że on sam, nie służący, musi posadzić drzewka i okresowo trzeba do nich podchodzić, obcować z nimi! To postęp, zgodzicie się !

Budowniczy : - Trzeba tylko dobrze fundament wybetonować. Ja przecież całe życie budowałem, to i teraz będę budować! Jeszcze trzeba wiatraków nastawiać, biogazy też obowiązkowo. A potem popatrzymy, może i jakąś kanalizację przeprowadzimy. Tylko przedtem nim ziemię wezmę trzeba radiacyjnie sprawdzić- z tym nie ma żartów, ja to wiem.

Biznesmen: - Jakże ja, mogłem przedtem nie zwrócić na to uwagi? Wszystko! Zaprzestaję kupowania tego jedzenia w supermarketach, ono jest szkodliwe na wylot, jeszcze i przeterminowane. Pójdę, poszukam babci ze wsi, zorganizuję dostawę jej produkcji do siebie, do domu. Wtedy zdrowie się polepszy.

Myślicie, że przesadzam? Otóż do tych przytoczonych przykładów pasują realni ludzie. Wystarczy wejść na forum www.anastasia.ru – i tu, nawet gołym okiem, można zobaczyć różnorodność spojrzeń, zaczynając od : - „…pójdziemy nadzy w przyrodę..” a kończąc na: - „ ..że i pięciu hektarów za mało. Krowie nie wystarczy siana, a jeżeli dać konia dla każdego członka rodziny, to nie ma na to miejsca. A jeszcze potrzebne miejsce pod garaż, plac do golfa”

Widziałem nawet u kogoś w projekcie pas startowy (!) dla samolotów!

Tak można jedne i te same słowa, jednej ksiązki, przyjmować.

Ktoś widzi, że „nawet płot trzeba tworzyć z miłością”, a inny, że „nie ma tu co o ptaszkach opowiadać”. Sam Megre to w książkach napisał.!

Człowiek ze wsi: - „ O chwastach oczywiście pięknie napisane, lecz ona (Anastazja) nigdy nie próbowała pracować w ogrodzie warzywnym. Może tam i w tajdze rośnie dobrze, a u nas jeśli ziemniaków dobrze nie popryskasz to nic z nich nie zostanie, wszystko zarośnie i szkodniki zjedzą. Tak, że mi tu nie opowiadajcie! Wasza noga na wsi nie postała, a już 30 lat jak tu żyję i swoje wiem!”

Młody człowiek oświadcza: - „Chcę żyć jak Anastazja”, tzn. w tym co napisane on dopatrzył się pełnego zaprzeczenia cywilizacji!

Emeryt: - „ Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, Anastazja tam sporo wyfantazjowała. Zbudujemy zwyczajny dom na hektarach. Ja to marzę o dwupiętrowym. A wnukowie, prawnukowie postawią kiedyś drewniany. I w jakimś tysiącleciu, może, przejawią się jakieś zdolności.”

Albo nowo przybyły człowiek nawiązuje od razu rozmowę: - „ A jak tam u was zaplanowane są drogi do zakwaterowania?” Od razu się domyślam! On ma samochód!

Takie rozważanie o innych, a u mnie samego przecież, niegdyś(nie tak dawno) też w głowie bardzo dziwne myśli kłębiły się.

I tak, dobrzy ludzie, każdy ma swoje „dziwne” myśli.

Komuś obowiązkowo potrzebny dom ogrzewany elektrycznością. Drugi nie może sobie wyobrazić życia bez pralki, lub np. : - „Ja to na przykład przymierzam się przywieźć komputer razem z magnetofonem, jeszcze marzę by szybki internet tam był, chociaż jednocześnie jestem pewien, że nauczę się chodzić po wodzie.”

Tak więc kiedy przychodzi nowy człowiek i z zapałem opowiada, jak on przeczytał książki, wiele z nich przyjął wartości i teraz koniecznie chce tworzyć rodowe siedlisko – to sam ten fakt, jeszcze mi o nim nic nie mówi. Osoba o tych samych poglądach? Być może. Trzeba jeszcze nie raz spotkać się z nim, by można był to określić.

Kiedy poznajemy się wszyscy mówią standardowymi zdaniami

- Chcę tworzyć Przestrzeń Miłości.
- Co pod tym rozumiesz?
- Sadzić drzewka, tworzyć, wychowywać dzieci, zajmować się wyrażaniem samego siebie, zajmować się ekologią.
- Możesz opowiedzieć bardziej szczegółowo?
- Aż tak, to jeszcze nie myślałem. Teraz trzeba skierować energię na to by zdobyć ziemię. Potem będę przyjeżdżać i zacznę sadzić rośliny.
- Dobrze, a jak zamierzasz opalać dom, jak z elektrycznością, drogami dojazdowymi…?

Tu warianty mogą być różne. Ten zmierza opalać gazem, ten drzewem. Skąd brać? Tam zorientujemy się! Drodzy, co tu może być niejasnego! Elektryczność? Przeprowadzimy! W czym tkwi sedno pytania?

Wielu ludzi zadane pytania wprowadzają w głęboki namysł.

Chodzi oto, że zanim zaczęli zabierać się do stworzenia osady, ludzie zazwyczaj nie wyobrażają (nie wizualizują) sobie w szczegółach rzeczy, zostawiają organizowanie samemu życiu. Chociaż od szczegółów zależy wszystko. Oto i wychodzi, że jeżeli ludzie bez stworzenia, omówienia wspólnego obrazu razem biorą/dostają ziemię, to po otrzymaniu – problemy, kłótnie i nieporozumienia będą bardzo często. Chodzi o coś więcej, że ludzie sami w sobie(w swojej świadomości) jeszcze dobrze się nie zorientowali, a już zbierają się w grupki i razem próbują budować…….abstrakcję!

Za ładnymi słowami: „energia miłości”, „będę żyć w harmonii z przyrodą”, „kocham wszystkie zwierzątka”, „daruję ziemi radość” i tak dalej, może stać wszystko!

W istocie, detalizowanie szczegółów charakteryzuje wewnętrzne postrzeganie człowieka na daną chwilę, na ten moment.. Wspólne tworzenie (w tym wypadku obrazu) daje faktyczną możliwość zorientowania się w swoich uczuciach i życzeniach, poznawania siebie wzajem i zrozumienia że obok ciebie są ludzie. Inne skuteczne metody wyjawienia poziomu oświecenia konkretnego człowieka, póki co nie są mi znane.

Zupełnie już nieprzemyślanymi, wydają się zdania typu; -„ Nie chcemy być nieuprzejmi, ale na spotkaniach byliśmy pięć razy. Za każdym razem kiedy tam jechaliśmy mieliśmy nadzieję, że tym razem wszystko będzie inaczej, bardziej ciekawie i że ludzie będą bardziej życzliwi. Lecz się tego nie doczekaliśmy i nie chodzimy na spotkania. Sens tego jaki? Spotkali się, nagadali i rozeszli. Jakby ludzie nie mieli z kim pogadać cały dzień. Słyszymy tylko rozmowy – a tu trzeba tworzyć obraz zakwaterowania.

My chcemy działać!

Czyżby nie było zrozumiałe, że od drgania powietrza osada się nie pojawi? Jakby człowiek chciał, w nim nie obudzi się w nim prawdziwy twórca, dopóki on nie będzie na swojej ziemi! A energia którą on traci na stworzenie obrazu – traci na próżno! Co więcej, niejakie siły mogą wykorzystywać ją przeciw wam samym! Dobrze marzyć, lecz przecież trzeba coś robić! My byśmy powiedzieli jeszcze…szkoda tego czasu….Chcemy żyć już teraz! (cytat z forum)

Ciekawe jak oni wyobrażają sobie swoich sąsiadów? Jak oni, jeżeli zbiorą grupę anastazjowców bez wstępnego uzgodnienia poglądów, wezmą swoją ziemię. Czyżby było im obojętne co tam sąsiad buduje u siebie?

Hektar ziemi, na którym człowiek będzie starał się posadzić wszystko z miłością, a obok ktoś tymczasem zbuduje domek z pełną rekrutacją technicznych środków, ponieważ nie jest jeszcze gotowy do poważnej zmiany (przemiany), albo być może dwupiętrowy pałac, który ocieni wam cedry na granicy waszej działki.

Może będziecie budzić się na dźwięki chrząkania świń, przed karmieniem mają one zwyczaj kwiczeć (świnie karmi się zazwyczaj dwa razy dziennie). I nawet paręset metrów i posadzone wysokie drzewa, niezbyt zagłuszą te dźwięki .

Jeden sąsiad z piłą elektryczną będzie cieszyć dźwiękami całą osadę! Lub z kuźnią, stolarnią betoniarką, generatorem…- istnieją setki rzeczy produkujących bardzo przyzwoity szum (nie mówiąc już o traktorach, koparkach…).

Ktoś powie, co tam głośny dźwięk, on przecież nie będzie na zawsze, można przecież umówić się na określony czas. Ciekawe wyjście z sytuacji. Pomyśleliście, jak to będzie wychodzić w praktyce?

Tak wam mówię o głośnych rzeczach. Orientujecie się przecież, że nawet przejeżdżające pojazdy osobowe produkują bardzo poważny szum. I tu powiecie: - No to już przesada. To niegłośne, zwłaszcza z daleka.

Nie wierzycie? Sprawdźcie na własnym doświadczeniu. Idźcie parę kilometrów w las, i doskonale będziecie słyszeć szum przejeżdżających samochodów, od sąsiadującej z lasem drogi.

Przytoczę cytat z wypowiedzi, doświadczenia innych: - „ Na początku, po mieście, wybrana dzielnica może okazać się dość cicha, lecz pomieszkawszy jakiś czas orientujecie się, że szum przejeżdżającej, o dwa kilometry stąd, ciężarówki wnosi odczuwalny dysonans w otaczającą przestrzeń. Na przykład, nasza osada jest oddalona sześć kilometrów od głównej drogi, a od kolejowej cztery kilometry, przedzielone pagórkiem i czterema kilometrami dębowego lasu. I co myślicie? Słychać, nie słychać? Słychać, a słyszeć tego wszystkiego już nie pragniecie.”

Kiedyś nocowałem w głuchej wiejskiej osadzie, gdzie gospodarstwo od gospodarstwa jest w dużej odległości. Było ok. 10-ej wieczorem. Ludzie tu kładą się wcześnie, więc w tym czasie była już cisza. I tu usłyszałem, jak ktoś w przeciwnym końcu osady włączył pompę elektryczną w studni.. Dźwięki komunikacji miejskiej, stuk, piłowanie, brzęczenie – to normalne w miejskim mieszkaniu. Żyjąc w majątku, pragnę spokoju, spokoju duchowego i przytulności. Marzymy o ciszy, czyż nie? Sądząc po forum anastazjowców, wielu. Chociaż dla większości jednak ważniejsze są standardowe rekrutacje technicznych rzeczy.

Więc czy w ogóle potrzebni są ludzie o tych samych poglądach?
Może przeczytanie ksiązki w zupełności wystarczy (są od tego książki Megre)
Istnieje opcja: weźmy ziemię – a tam, w trakcie, już się zorientujemy.
Argument za tym taki: - Zbieranie osób o tych samych poglądach to długo trwa, a ja już pragnę zaczynać, sadzić drzewa.

Jakość czy ilość?

W wypadku ostatniego. Czym więcej działek obsadzonych, tym łatwiej stworzyć infrastrukturę: drogi, przeprowadzić elektryczność, pobudować szkołę, ogólny dom i inne budynki.

W takim wypadku może się zdarzyć, że część ludzi załatwi formalności, ukształtuje swoją ziemię i odłożą swój przyjazd na nieokreślony termin, jeszcze inna część będzie przyjeżdżać tylko rzadkimi okresami, a wielu ludzi będzie budować co im się podoba.

W ten sposób istnieje ryzyko, że będziecie mieć obok pustynne dzielnice, nieobecność sąsiadów i konflikty z innymi osadnikami, którzy zabrali się do działania, które z jakiś przyczyn wam się nie podobają.

Od tego jacy ludzie będą obok nas, wiele zależy. Przecież sąsiad to określone poparcie. Jak moralne, radą, życiowym doświadczeniem, fizyczną pomocą w budowie domu, finansowej dla stworzenia ogólnego domu itd.

Ktoś oświadczy: - mnie drogi niepotrzebne.
I już pieniężny udział pozostałych powiększa się.

Trzeba zbudować ogólną studnię. Zanim pobudujemy swoje, to będzie potrzebna, bo przecież nie będę wody nosić dwa kilometry. A godzą się tylko niektórzy. I jakie wyjście? Zmusić? Totalitarne rządzenie – to nie najlepszy wariant. Przekonać? Czas idzie, ludzie zmieniają poglądy powoli, a pora budowy już przyszła – sadzimy drzewa bez wody, ciężko im będzie przez pierwsze miesiące, zanim puszczą korzenie w głąb.

Najprawdopodobniej będzie tak, komu trzeba ten sam robi . Internet – zebrali się ci, komu on niezbędny, sfinansowali i przeprowadzili. Drodzy – komu on potrzebny ten wkłada pieniądze i pracę. I tak. A wydawałoby się ilość – rzecz dobra. Tylko przecież nie dla każdego.

Jeszcze jedno zagadnienie

„Mnie i komu innemu nic do tego co u kogo w majątku, byleby pomagał w stworzeniu infrastruktury”.

Wyobraźmy sobie sytuację.

Zebrało się kilku ludzi. Zaczęli szukać ziemi. Dodało się jeszcze wielu anastazjowców. Kilku z największą inicjatywą jeździ po urzędnikach, pozostała masa pasywnie oczekuje, że tak powiem, moralnie podtrzymuje. Czasem też – z powodzeniem przekazuje pieniądze na potrzebny koszt – tym ona też (niejako) bierze udział w procesie. Czas nadszedł i najdroższe marzenie się spełniło. Jesteście teraz właścicielami ziemskimi. W każdej wolnej chwili staracie się przyjechać do swojego majątku. Od otrzymania dokumentów mija już pól roku, a ćwierć ludzi nie pokazała się na własnym hektarze . W tym momencie rozumiecie, że tych którzy pojawili się w waszej grupie przed samym kupnem ziemi, może i nie należało tak szybko zapraszać, wstępnie im się nie przyjrzawszy. Dlatego teraz : - O! A gdzież oni są? Dziwne, niektórzy brali udział bardzo aktywnie, a teraz gdzieś przepadli. Widocznie tak starannie przygotowują się do przyjazdu, że nie mają czasu by choć raz rzucić okiem na swoją ziemię.

Niektórzy, czasem, okresowo przyjeżdżają. Prawda, że okresy między przyjazdami liczy się w miesiącach. No, nieważne, kiedyś będą działać bardziej aktywnie ( mamy nadzieje, że oni wreszcie zbiorą się i przyjadą, by żyć w majątku, choćby w pierwszym-drugim dziesięcioleciu)

Więc, pozostają ludzie, którzy tworzą Przestrzeń Miłości, na upatrzonym sobie hektarze ziemi. Jasne, że połowa osób „ o tych samych poglądach” już nie będzie brać udziału w procesie ogólnych spraw zakwaterowania, ani finansowo, ani swoją pracą. Oto i pierwsze fiasko myśli w związku z „prostotą” stworzenia infrastruktury. Potem okaże się, że każdy ma swój pogląd na budowę. Dlatego tylko określone grupki widzą sens wkładania pieniędzy w niektóre potrzebne rzeczy, chociaż dalej to przyda się wszystkim ( na zasadzie – jeżeli już jest, to dlaczego nie skorzystać ). Tymczasem póki pracujecie nad sadzeniem drzew i dzielicie się szczęściem z innymi, bardzo wam wesoło obserwować niektóre stojące pusto działki. Zwłaszcza potem, kiedy drzewka już zaczynają dorastać i kontrastowo wyglądają w porównaniu z hektarem z sąsiedniej działki, która całkowicie zarosła.

Myjecie ręce, wykorzystując plon mydlnicy, a inni bez najmniejszego wyrzutu sumienia wykorzystują zwykły szampon, z powodzeniem zlewając to w ziemię swojej działki. Wyciągacie ten "niewinny" płyn z swojej studni mówiąc: "Och! Dobra woda ". Będziecie jeść artykuły, wyhodowane w swoim majątku, myśląc- "Jakie one u mnie są ekologicznie czyste".
Spędzając urlop w majątku razem z małymi dziećmi, „radośnie” odpowiadacie na pytania: "Dlaczego tak głośno piszczy świnia. Może ją boli?" i (później) "A co to tak (smacznie) pachnie z strony sąsiadów "(którzy smażą szaszłyki). Chociaż sami jesteście wegetarianami i chcielibyście, by dzieci też były.
Wstajecie z wschodem słońca i kładziecie się, kiedy się ściemnia - i nawet nie do głowy wam nie przyjdzie, do czego potrzebne może być sztuczne światło. Wyglądacie na drogę, widzicie osadnika, który dźwigiem ustawia słupy. Myślicie : - niezbyt pięknie wyglądają obok mojego majątku. On (z myślą o was, też „pieszczotliwie”): "…O, ukazał się ranny ptaszek. Pożałował pieniędzy na elektryczność, za takich wypadło ostatnie oszczędności oddawać na uszczelkę linii elektrycznej. A przecież jeszcze transformator trzeba kupić, potem urzędnikom za odbiór liczników... Ach, przez najbliższy rok będzie płakał mój portfel". Tak to być może.
Chcecie żyć w podobnym warunkach? Sami zdecydujcie.

Omawiajcie, dyskutujcie, wizualizujcie obraz osady. Zbierając się w grupy tylko z powodu ziemi, potem będziecie sobie tylko przeszkadzać.

Tak więc polecam ludziom, u których różna jest wizja osady - znajdować sobie osoby o tych samych poglądach, dyskutować, detalizować i zaczynać działać. Życie pokaże. Później na własne oczy zobaczymy, u kogo co wyszło. A jeżeli będziecie przeciągać ludzi na swoją stronę, to dopóki uporczywie będziecie zajmować się tą sprawą, zobaczycie – czas mija, a i tak nic nie jest zrobione. Nie potknijcie się na wybojach, przechodząc w inną skrajność – zamiast tworzyć obraz, pozyskiwać sąsiadów, wy w nieskończoność będziecie dzielić się na grupki. Umiar jest dobry we wszystkim, jednakowego poglądu na każde pytanie u wszystkich nigdy nie będzie. Rzecz najważniejsza, byście schodziliście się w ważnych dla każdego spojrzeniach. Nic nie stoi w miejscu, w tym też światopogląd wasz i innych ludzi. Trzeba uczyć się łączyć, słuchać innych poglądów, myśleć, przemieniać się!

Powodzenia wam w tym zajęciu!
Przestrzeni Miłości pragnę!


Wyszukaj

Polecamy